МАЙДАН - За вільну людину у вільній країні


Архіви Форумів Майдану

Українська партизанка 1942-1960

02/18/2007 | Onnelikku Uut Aastat
Co się wydaje - Ukraińscy żołnierze wyklęci
Marcin Wojciechowski

Dlaczego dla sporej części Ukraińców żołnierze UPA są bohaterami, nam zaś kojarzą się głównie z antypolskimi akcjami na Wołyniu i w Galicji? Wyjaśnia to książka Grzegorza Motyki "Ukraińska partyzantka 1942-1960".

"Wśród poważnych problemów, na które w różny sposób patrzą dziś obywatele Ukrainy, tylko jeden ma charakter historyczny. To ocena Ukraińskiej Armii Powstańczej" - pisał kilka lat temu znany ukraiński historyk Wołodymyr Łytwyn, do niedawna przewodniczący Rady Najwyższej.

Łytwyn ma rację. 15 lat po odzyskaniu niepodległości Ukrainę dzieli język, wyznania, stosunek do Zachodu i Rosji, preferencje polityczne, ale wszystko to ma tylko luźny związek z historią. Spór o ocenę UPA mimo ponad 60 lat od zakończenia II wojny światowej wciąż budzi emocje. Gdy w Kijowie maszerują dawni żołnierze UPA, by parlament uznał ich za kombatantów, to dzień później setki weteranów Armii Czerwonej protestują przeciwko "próbom rehabilitacji faszyzmu". Obie strony zaciekle dyskutują, czy wyparcie hitlerowców z Ukrainy przez armię radziecką w 1944 r. było wyzwoleniem, czy początkiem kolejnej okupacji.

Od dwóch lat prezydent Juszczenko próbuje sprawić, by 9 maja stał się świętem wszystkich Ukraińców walczących w czasie II wojny, ale bez skutku. Weterani Armii Czerwonej odmawiają udziału w spotkaniach z "banderowcami" przy tradycyjnych frontowych stu gramach. Zresztą słowo to ma zupełnie inny wydźwięk na zachodniej Ukrainie, gdzie uważa się je za komplement i powód do dumy, na wschodzie kraju zaś "banderowiec" to bardzo mocna obelga. Na ulicach Lwowa czy Tarnopola nikogo nie dziwią nazwy ulic z nazwiskiem ideowego patrona UPA Stepana Bandery czy jej legendarnego komendanta Romana Szuchewycza, zamordowanego w 1950 r. przez radzieckie służby. W Kijowie takich nazw już nie ma, choć pewnie za jakiś czas się pojawią. W Doniecku czy na Krymie jeszcze długo będą nie do pomyślenia.

Pierwsza próba rehabilitacji UPA miała miejsce w 1992 r. w 50. rocznicę jej powstania. Zwolennicy i przeciwnicy takiego rozwiązania dosłownie zasypali wtedy listami ukraińską Radę Najwyższą. W końcu rok później przyjęto kompromisową ustawę, która przyznaje żołnierzom UPA prawa kombatanckie, jeśli udowodnią, że w latach 1941-44 walczyli z Niemcami i nie brali udziału w zbrodniach wojennych. Jednak ustawa nikogo nie zadowala. Heroiczny mit UPA dotyczy bowiem przede wszystkim lat powojennych, gdy organizacja ta próbowała stawiać opór władzy radzieckiej, brutalnie instalowanej na zachodniej Ukrainie. Ustawa zajmująca się weteranami UPA z tego czasu na długo utknęła jednak w parlamentarnych komisjach i nic nie wskazuje na to, by miała zostać szybko przyjęta.

By wypełnić tę lukę prawną, kilka lat temu samorządy wielu miast na Ukrainie zachodniej zaczęły na własną rękę uznawać weteranów UPA za kombatantów, co wywołało protesty na Ukrainie wschodniej i w Rosji, a także w Polsce. - To nie była rehabilitacja nacjonalistycznej ideologii stojącej u podstaw UPA - tłumaczył mi wtedy lwowski publicysta Taras Wozniak. - To był gest pomocy i solidarności z mocno starszymi już ludźmi, którzy przez lata byli wyklęci, poniżani, często po wiele lat siedzieli w łagrach, byli pozbawieni emerytur, ulg na lekarstwa i innych świadczeń, na które mogli liczyć ich rówieśnicy związani z władzą radziecką.

- Rozumiem dramaty pojedynczych ludzi walczących w szeregach UPA, ale nie zmienia to faktu, że organizację tę założyli ludzie o poglądach wręcz faszystowskich, współpracujących z Niemcami. Dlatego nie może być mowy o jej prawnej rehabilitacji - mówi filozof z Kijowa prof. Myrosław Popowycz. Oponuje mu lwowski historyk prof. Jarosław Hrycak: - Szeregowi członkowie UPA często nie mieli pojęcia o ideologii Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, która stała u zarania partyzantki. Oni po prostu walczyli o Ukrainę.

Hrycak zastrzega zarazem, że potępia wszelkie zbrodnie i akty terroru dokonane przez UPA, o których należy otwarcie mówić, bo są częścią jej historii tak samo jak wydarzenia heroiczne.

Najnowsza książka Grzegorza Motyki, specjalisty od stosunków polsko-ukraińskich w czasie II wojny, jest najpoważniejszą monografią UPA wydaną w naszym kraju. Przedstawia ona nie tylko szczegółową historię tej organizacji wraz z genezą powstania ruchu ukraińskich nacjonalistów, ale zbiera najważniejsze argumenty krytyków i apologetów UPA w Polsce i na Ukrainie. Motyka otwarcie opisuje zbrodnie UPA na polskiej ludności Wołynia i Galicji w latach 1943-44, kiedy zginęło ok. 60 tys. ludzi, głównie cywilów. Przychyla się do tezy, że była to zaplanowana akcja, której celem było oczyszczenie tamtych terenów z polskiej ludności, by przygotować grunt pod utworzenie niepodległego państwa ukraińskiego. Ale pisze też o sytuacji ludności ukraińskiej na kresach przed II wojną, o fatalnej polityce narodowościowej II RP, o konflikcie, w którym sprawy narodowościowe i religijne nakładały się na nierówności społeczne. Motyka zbiera mnóstwo faktów, cytuje nieznane wcześniej dokumenty, do których dotarł w ukraińskich, a nawet rosyjskich archiwach. Praca jest wolna od emocji. Motyka nie przyznaje racji wyłącznie jednej stronie. Nazywa zbrodniarzy po imieniu, szczegółowo opisuje ich okrucieństwo, ale unika uogólnień.

Najciekawsze jednak i zupełnie pionierskie są końcowe rozdziały książki o powojennej działalności UPA, której ostatni zorganizowany oddział rozbito na Ukrainie dopiero w 1960 r. To już historia niemal szpiegowska. Opisy wyrafinowanych gier operacyjnych, które radzieckie służby podejmują z UPA, mogłyby być kanwą niejednego filmu akcji. Tak samo jak wędrówki przez całą podzieloną żelazną kurtyną Europę emisariuszy UPA, którzy starali się utrzymać łączność ze swym dowództwem na emigracji. Motyka pisze też o byłych żołnierzach UPA w łagrach, którzy w latach powojennych stanowili spory odsetek więźniów w ZSRR.

Książka nie przynosi jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o rolę UPA, ale daje doskonały materiał, by każdy wyrobił sobie zdanie sam. "Długoletnia walka o niepodległość z władzami komunistycznymi stała się częścią tożsamości zachodnioukraińskiej - konkluduje Motyka. - Nie zmienia to faktu, że zbrodnie popełnione przez UPA nie powinny być zapomniane. Zdają się to rozumieć ci historycy ukraińscy, którzy podejmują wysiłek, by tradycję UPA oswoić z liberalno-demokratycznymi wartościami, poprzez wyraźne oddzielenie jasnych kart tej organizacji od tych, których w żadnym wypadku usprawiedliwić się nie da".

To świetna książka, która Polakom pozwala zrozumieć racje Ukraińców w spojrzeniu na partyzantów UPA, a Ukraińcom racje Polaków.

Grzegorz Motyka, "Ukraińska partyzantka 1942-1960", ISP PAN i Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa

------------------------------
рецензія з "Газети Виборчої", www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3862729.html

Відповіді

  • 2007.02.18 | Pavlo Z.

    Де ви режисери? Є час зробити фільм до 50-річчя останнього бою!

    Чи ще не час?
    згорнути/розгорнути гілку відповідей
    • 2007.02.18 | AxeHarry

      Re: Де ви режисери? Є час зробити фільм до 50-річчя останнього б

      Імxо краше не робити поки шо нічого на цу тему аніж знову зробити погане примітивне кінцо і знову обі*рати все ше раз. Мало прикладів було?
      згорнути/розгорнути гілку відповідей
      • 2007.02.18 | Pavlo Z.

        Re: Де ви режисери? Є час зробити фільм до 50-річчя останнього б

        AxeHarry пише:
        > Імxо краше не робити поки шо нічого
        Тому я й поставив друге питання:))
      • 2007.02.18 | Майстер

        Ой, не треба кіна!

        Мало вам бездарного, комсомольського "Нескореного"? Були такі совські кіна про Лєніна, коли "вождь" спілкувався вийнятково цитатами з власних творів. У "Нескореному" - те саме, тільки цитати - українскі та націоналістичні. Іще якесь кіно бачив, де Микола Боклан довго прощався з коханою... Нічого безпораднішого в режисерському й творчому сенсі бачити не траплялося. А "Сад Гетсиманський" як спаскудили кінщики? Руки б їм одсохли. Про "Роксолану" сором і згадувати. Після "Пропалої грамоти" ні на що не спромоглися. Уявляєте, як вони "політкоректно" назображають бандерівців? У дусі цієї статейки з "ҐВ". На додачу упівці ще й з заліщанським акцентом говоритимуть, як говорять у згадиних вище фільмецях. Ни нада, хай краще пропаде матеріал, аніж ці бездарні творюки (від слова "творити") спаскудять.
        згорнути/розгорнути гілку відповідей
        • 2007.02.19 | AxeHarry

          Na zhal Vy maete 100% raciju... :(

        • 2007.02.19 | Боровик

          Re: Ой, не треба кіна!

          Треба писати і писати, знімати і знімати. Тільки тоді щось вийде путнє.
          згорнути/розгорнути гілку відповідей
          • 2007.02.19 | AxeHarry

            Re: Ой, не треба кіна!

            Бюджет? Нормалне Комерційне Кіно (не "творчий пошук" - "от я зараз зніму некомерційне високоxудожне кіно поіду на берлінале і в канни і там буду самим центровим чуваком, ну може не буду а xоч поіду - xочу почуватись фелліні з параджановим разом узяті" )- це грубі $. Намагання зниати за принципом "станція юниx теxніків задешево" - з того получаєцця то шо получаєцця.

            Сценарій? (не "високоxудожній", як би того не xотілос "митцям", а просто кондовий комерційний бойовик). Не синопсіс, а саме сценарій - з проробленими сценами, діалогами,action.... Xто його напише? (це вже зразу деяка сума.)

            Теxніка у Києві є. Команди є (постановники, світло, камери, sound, практично вся інфраструктура за виклученням проявки/перегону але це не проблема).
    • 2007.02.19 | stefan

      Час давно...

      Pavlo Z. пише:
      > Чи ще не час?
      --------
      Але кіно треба робити добре.Перш за все для України для народу.
      Справедливе, щоб і через 10-20 років не сказали, що це фальсифікація.
      ***
      І якщо якісь темні, неприємні сторінки в істрії цієї боротьби були, то їх також треба показати.Не боятися.
      Зате, після цього можна завжди всім українцям дивитися прямо в очі.
      І весь український народ накінець зрозуміє ВСЮ правду про УПА.
      Звичайно, допомога держави в цьому питанні - обов"язкова.
  • 2007.02.18 | Майстер

    І чого Попович був мені гидкий?

    От відчував, що гидота, а чому - сказати не міг. Тепер можу. Мразь така.
    згорнути/розгорнути гілку відповідей
    • 2007.02.18 | Pavlo Z.

      Re: І чого Попович був мені гидкий?

      Майстер пише:
      > От відчував, що гидота, а чому - сказати не міг. Тепер можу. Мразь така.
      Дружня порада: не поспішайте з висновками, коли чуєте від когось, що хтось інший десь комусь щось казав.:) Пересвідчіться достеменно.
    • 2007.02.19 | Hoja_Nasreddin

      Re: І чого Попович був мені гидкий?

      І я би хотів почути ДОКЛАДНИЙ коментар самого Поповича на цю статтю, що і як він казав з цього приводу.
  • 2007.02.19 | Navigator

    Таке враження, що після війни бандерівці замінили білогвардійців

    в офіційному совіцькому "образі ворога".
    В той час, коли на екранах і в книгах повоєнні білогвардійці любили Расєю і співали патріотичні пісні під гітару, плакали, приїзжаючи в Союз, бандерівці зайняли їх місце основного радянського пугала.

    Прочитав у Дмитра Волкогонова, що мав доступ до протоколів Політбюро, як Андропов лякав колег бандерівцями в 74-му, коли вирішували, що робити з Солженіциним: висилати - чи посадити. Основним аргументом Андропова проти висилки Солженіцина за кордон була наявність там великої кількості бандерівців.
    .

    Вчора по російській "Свободі" виступала Майя Туровська - сценарист фільму "Обикновєнний фашизм" Михайла Рома.
    Їх теж попрікали в 1969 році в ЦК, що вони дають "піщу бандерівцям" на інструктажах в ЦК КПСС. Надто вже прозорі були аналогії!

    Слава героям, що боролись за нас навіть мертвими!


Copyleft (C) maidan.org.ua - 2000-2018. Архів пітримує Громадська організація Інформаційний центр "Майдан Моніторинг". E-mail: news@maidan.org.ua