Charków. Kroniki najazdu na miasto, dzień 73 (07.05.2022)

W mieście jest niewiele moskowickich ostrzałów, ale się zdarzają. Co więcej, nadal są ranni. Wiele ostrzałów północnych przedmieść, atak rakietowy na Krasnograd i Muzeum Literackie im. Hryhorija Skoworody we wsi Skoworodyniwka zostały zniszczone. Trwa wyzwalanie terytorium na północ od miasta, a na południowym wschodzie sytuacja jest stabilnie trudna.

Podobnie jak w poprzednich dniach doszło do kilku ostrzałów raszystowskich. Zdarzają się jednak przyloty okazjonalne. Na przykład, dociera do Północnej Sałtówki i innych dzielnic Sałtówki i Wielkiej Danyliwki, czasami do innych dzielnic na północy lub południowym wschodzie miasta. Dziennie jest czterech rannych.

Jeśli porównamy z pierwszym miesiącem ataków na Charków, teraz ośrodek jest praktycznie sanatorium – terror ostrzałami i akustyczny terror w ogóle się skończył. Musicie się do tego przyzwyczaić. Wiele osób przeżywa to, co ja przeżyłem, gdy po przeniesieniu się moskowitów do Kozaczej Łopani, kiedy moskowickich ostrzałów stało się trochę mniej – dyskomfort i zakłopotanie, ale te uczucia mijają w ciągu 4-5 dni. Z miasta na linii frontu stajemy się coraz bardziej miastem blisko linii frontu.

Tymczasem sytuacja na północnych przedmieściach pozostaje napięta – trwają moskowickie ostrzały miast Prudianka i Słatyne, wśi Ruska Łozowa w gminie Dergaczów. I w Dergaczach, według lokalnych władz, dzisiaj był prawie pierwszy dzień bez ostrzału. Mam nadzieję, że taki dzień nadejdzie i będzie dzień bez ostrzału w Charkowie, ale do tej pory nie było niestety ani jednego dnia w ciągu 73 dni.

Raszyści ostrzelali także Bohoduchów, gdzie spłonęło kilka ciężarówek i budynek przedsiębiorcy (nienaruszone są też autoparki, nawet małe, żeby zakłócić logistykę nawet na szczeblu lokalnym), wieś Złoczów i wieś Iwaszki gminy wsi Złoczów (położone na granicy z moskowią), gdzie uszkodzeniu uległy wagony kolejowe w pobliżu gorzelni i ferm drobiu znajdujących się we wsi.

Wieś Koroboczkine w gminie wiejskiej Czkałowsk, gdzie zginęła kobieta, została również ostrzelana, niedaleko Czuguewa, wieś Kamiana Jaruga w gminie miejskiej Czuhuiw (historycznie moskowickie i meszkali jednodworskie), gdzie nie doszło do znaczących zniszczeń lub ofiar (choć jest dużo kraterów), uderzenie rakietowe w obiekt infrastruktury w Krasnogradzie.

Według policji od początku zakrojonej na szeroką skalę inwazji moskowii na Ukrainę w obwodzie charkowskim zginęły 633 osoby (tak wiadomo), m.in. 29 dzieci.

Dziś miała miejsce likwidacja skutków zniszczenia Narodowego Muzeum Pamięci Literackiej im. Hryhorija Skoworody we wsi Skoworodyniwka gminy Złoczów. Uratowano najcenniejsze eksponaty – potwierdzili to zarówno muzeum, jak i urzędnicy państwowi. Ale niektóre eksponaty, w szczególności książki – zniszczone przez pożar lub zagubione. Dom został poważnie uszkodzony, ale ściany utrzymały się, pomimo bezpośredniego uderzenia rakiety w dom – ponad 200 lat temu budowano je przez wieki. W domu stała gipsowa rzeźba Hryhorija Skoworody, która znajdowała się przy wejściu. W muzeum dyżurował syn dyrektora muzeum Natalii Mycaj. Przeżył, bo wyszedł na ganek na wezwanie siostry (z jakiegoś powodu się martwiła) i w tym momencie wleciała rakieta i trafił go kawałek gruzu. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale wygląda na to, że Skoworoda uratował chłopca przed tamtym światem… Nie tylko celowali w Muzeum Skoworody – bili w akcie zemsty: za nasze sukcesy militarne pod Charkowem, za rozpoczęcie w Charkowie procesu zmiany nazw toponimów związanych z postaciami moskowickimi i moskowią, o czym poinformował w piątek głowa miasta Charkowa. Był to akt zemsty – demonstracyjny i symboliczny. Raszzyści na ogół lubią popełniać przemoc symboliczną, ponieważ ma to znacznie większy efekt niż przemoc fizyczna. Czy mogą dalej wygrywać z innymi muzeami? Ponadto atakują domy kultury, a wiele muzeów jest niszczonych i plądrowanych. To może być cokolwiek i musimy być na to gotowi.

Pożar w Narodowym Muzeum Pamięci Literackiej im. Hryhorija Skoworody

Fot. Główna Dyrekcja Państwowego Pogotowia Ratunkowego Ukrainy w obwodzie charkowskim, CC BY 4.0

Na frontach są sukcesy. Według Sztabu Generalnego moskowici na północ od Charkowa utracili kontrolę nad wsią Cyrkuny, centrum społeczności wiejskiej. Plotka głosi, że w najbliższych dniach – za tydzień w tym kierunku można spodziewać się kolejnych dobrych wieści. Według oficjalnych informacji medycy wywieźli kilku rannych miejscowych z okupowanych Ruskich Tyszek i wysłali ich do charkowskich szpitali (no, rozumiecie). Ale uwolnienie Cyrkunów i Czerkaskich Tyszek (to oficjalne) jest już bardzo ważne. To z tych terenów w Charkowie prowadzono ostrzał przez artylerię krótkiego zasięgu i ostrzał moździerzowy. Można cicho krzyknąć „Hurra!”, bo dla Północnej Sałtówki i reszty Sałtówki powinno być łatwiej, choć nie oznacza to końca moskowickich ostrzałów.

Ze śmiesznego. Kadyrowcy masowo kradli świnie podczas ich pobytu w Cyrkunach. Wow, wow, zastanawiam się, dlaczego ich potrzebowali??? (Czeczeni to muzułmanie, których religia zabrania im jedzenia wieprzowiny, więc…)

Można powiedzieć, że Stary Sałtów jest nasz. Otóż ​​po pierwsze ludzie już stamtąd dzwonią i rozmawiają o sytuacji we wsi (choć okolica jest nadal niebezpieczna), a po drugie za kolaborację i zdradę został zatrzymany przewodniczący gminy wiejskiej Starego Sałtowa Eduard Konowałow – pomagał okupantom, zapewniwszy im mieszkania, agitował ludność nie stawiać oporu. Zatrzymano także Nadieżdę Antonową, sekretarkę rady wsi Wilchowa, która pomagała moskowitom w Kutuzówce, zapewniała im środki społeczne, wydawała weteranów operacji antyterrorystycznej / OOS, myśliwych i funkcjonariuszy organów ścigania, zmuszała miejscowych do noszenia białych opasek (z tego powodu ci, którzy chcieli jechać do Charkowa, mieli problemy na naszych posterunkach).

Według moich źródeł okupanci nie popełnili wielkich zbrodni w Starym Sałtowie. W tym samym czasie z wioski zniknęli ludzie o postawie proukraińskiej, ludzie, którzy sabotowali żądania okupantów – ich dalszy los nie jest znany. Zabrali ze wsi wszystko, co mogli, nawet linoleum kradli z ośrodków wypoczynkowych. Skala zniszczeń jest szokująca – wszystko trzeba odbudować od nowa. W sąsiednich wsiach gminy Starosałtówka (w Fedorówce i Szestakowym) ledwo przeżyli, bo Stary Sałtów nie miał pomocy – tylko lokalni przedsiębiorcy jakoś pomogli ludziom przetrwać okupację.

Jeśli chodzi o obwód, sytuacja nie uległa zmianie. Toczą się bitwy w kierunkach słowiańskim i barwinkowskim, miasto Barwinkowe jest stale ostrzeliwane. Sytuacja jest trudna, ale stabilna i pod kontrolą.

Na terytoriach okupowanych moskowici intensyfikują rozwój swoich linii obronnych, m.in w drugiej linii. Oczywiście grabież trwa nadal. Asortyment produktów w sklepach jest ograniczony, gotówkę można otrzymać tylko w dużych miastach i nie we wszystkich – na przykład, z Borowej jadą do Swatowa lub Starobilska, który również jest pod okupacją. W Kupjańsku wywiesili bilbordy z gratulacjami z okazji „Naszego Dnia Zwycięstwa”, przygotowują t.zw. “święto”. Elektryczność przystępna tylko w niektórych miejscach, podobno i z gazem i wodą na okupowanych terytoriach obwodu charkowskiego.

Jeśli chodzi o inne obszary działań wojennych, tam sytuacja jest trudna. Moskowici już częściowo kontrolują wieś Szandryhołowe gminy miejskiej Łyman, atakują miasto Łyman z kilku kierunków, a także chcą przekroczyć Doniec Siewierski w pobliżu miasta Jampil. Według szefa Ługańskiej OWA Rubiżne jest prawie stracone, walki toczą się na obrzeżach, a także w pobliżu Siewierodoniecka, a walki toczą się na innych obszarach. Popasna jest atakowana. Raszystowskie samoloty i ataki rakietowe odbywają się w Bachmucie, Konstantynówce, Drużkówce i Kramatorsku. Są też bitwy w rejonie Awdiiwki, Marjinki, Wełykiej Nowosiłki, Huliaipola i Orihowego.

Na kierunkach krzyworozkim i piwdennobuzkim (mikołajowskim) – są bitwy lokalne. Jednak w pobliżu wyspy Zmijiny są sukcesy. Po pierwsze, żadnego admirała Makarowa nasi nie topli ani uszkodzali. Po drugie, bajraktar zatopił desant typu Serna, dwa nasze Su-27 z Ukraińskich Sił Powietrznych zniszczone w trzeciej lub czwartej rundzie (!!!) również przeleciały nad wyspą i dobrze zbombardowały wyspę – wszystkie budynki były zniszczone, jakiś statek zatonął, no cóż, oczywiście wśród moskowitów są straty. To było pięknie!

Na okupowanych terenach Chersoniu i Zaporoża okupanci znajdują kolaborantów, którzy godzą się na kierowanie szkołami średnimi i artystycznymi. Według Zaporozkiej OWA, w Tokmaku zmarł głowa miasta Tokmaka Ihor Kotelewski, który odmówił współpracy z moskowitami. Mówi się, że to samobójstwo, ale nie wiadomo, co naprawdę się wydarzyło.

Na moskowii jest niespokojnie. Znowu huki nad Biełgorodem. Płoną lasy na Syberii. Najbardziej jest na terytorium krasnojarskim, gdzie zatwierdzono nawet dokument o potrzebie dostarczania zboża i innej żywności skradzionej z okupowanych terytoriów Ukrainy. Wszystko tam płonie, nawet bardzo, ponieważ burza piaskowa dołożyła się do ognia. W wielu miastach płoną całe ulice. Jednocześnie większość domów jest drewniana, więc budynki bardzo szybko się wypalają, a strażacy czy żołnierze – katma – wszyscy udali się na „operację specjalną”. W taki sposób działa karma za ukradzione.

Otóż ​​dzisiaj Nagroda Darwina jest przyznawana moskowitowi obrabowanemu przez Kadyrowców. Poprosili o wejście do pokoju, raszysta ich wpuścił. W rezultacie obrabowali go, a nawet ukradli jego służbowy pistolet. Teraz wysłano go do robót ziemnych i dano mu tydzień na znalezienie broni, inaczej grozi trybunał.

Dziękujemy Siłom Obronnym Charkowa za wyzwolone przedmieścia Charkowa, Siłom Obronnym Ukrainy za godne potępienie moskowitów na granicy ich możliwości! Wierzymy w Siły Zbrojne! Pomagamy wolontariuszom, lekarzom i ratownikom! I wierzymy w nasze zwycięstwo!

Sergij Petrow